Prolog


Scarlet często chodziła do lasu, który znajdował się tuż obok domu, często znikała tam na całe dnie. Po szkole rzucała plecak i biegła w stronę jednego, jedynego drzewa, które zaciekawiło ją po bacznych obserwacjach - niezależnie od pory roku, to drzewo traciło liście, codziennie, pod koniec dnia nie było na nim żadnej zieleni, a nazajutrz rozłożyste gałęzie znów zapełniły się.

'To zupełnie jak ze mną, ciociu. Bo wiesz, to drzewo to jakby ja, gałęzie to moja przykra przeszłość, a liście to inni ludzie. Drzewu liście kojarzą się tylko z pożeraniem wody, więc gałęzie odtrącają liście, pomimo ich dobrych zamiarów, myśląc, że chcą zrobić coś złego, ale za niedługo pojawiają się nowe liście, lecz mechanizm obronny drzewa robi w kółko i to samo myśląc, że dobrze robi, by się uchronić od kolejnych cierpień.'

Ciasne przejście w pniu, do którego mało kto się zmieści udostępniało swe wrota nielicznym, którzy jak się tam dostali, żyli w XIX-wiecznym państwie Gramown - w świecie sukni, prawdziwych miłości, gorsetów i dam. Proces od liści w pełni rozwiniętych do ich spadnięcia to czas, w którym można zostać w krainie, a jeśli zdarzy się, że nie zdążysz... No właśnie... Co się stanie gdy nie zdążysz? Chcesz się dowiedzieć? Szukaj odpowiedzi w rozdziałach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odpłynęli w magiczny świat